Elearning staje się w Polsce codziennością. Niezależnie od sporów i dyskusji na temat metod i narzędzi, przybywa nam inicjatyw – w tym i ośrodków - zdalnego kształcenia. Mamy dziś w kraju (wrzesień ’07) zarejestrowanych oficjalnie ponad 700 instalacji Moodle, najpopularniejszej platformy elearningowej typu open-source, co daje nam pod tym względem 6 miejsce w Europie (ile jest instalacji Moodle niezarejestrowanych, nie wiadomo). Do tego dochodzą liczne instalacje innych platform, polskich, a także zachodnich, wykorzystywanych zazwyczaj w korporacjach.
Zalety zdalnego nauczania realizowanego na platformie elearningowej są znane: indywidualizacja nauczania (każdy może przerabiać materiał kursu w dowolnej kolejności i uczyć się w tempie dla siebie odpowiednim, w dowolnym miejscu i o dowolnej porze, byleby miał dostęp do Internetu), szerokie możliwości wymiany informacji i komunikacji między uczestnikami kursu a wykładowcą (czaty, fora, warsztaty) i dostęp do narzędzi nowej generacji elearningu (tzw. elearning 2.0), za pomocą których studenci mogą sami tworzyć treść szkolenia (m.in. wiki, blogi). Materiały dydaktyczne kursu mogą być bardzo różnego rodzaju (tekst, obraz, plik dźwiękowy, film, animacja) i dostęp do nich jest łatwy. Rozbudowany zazwyczaj mechanizm definiowania zadań, quizów, testów etc. pozwala szybko i skutecznie zweryfikować postępy studenta w nauce. Wreszcie – i to w istocie decyduje - jest czynnik ekonomiczny: pracując z kursem elearningowym w swoim domu czy w miejscu pracy oszczędza się na kosztach podróży, wyżywienia, zakwaterowania, publikacji i rozsyłania materiałów etc. Elearning pozwala kształcić więcej osób i łatwiej, krócej i taniej niż na kursach stacjonarnych.
Oczywiście owe zalety elearningu to potencjał, który nie materializuje się sam przez się automatycznie po zainstalowaniu platformy. Jak każda nowa technologia, elearning wymaga odpowiedniego podejścia, daje szanse, ale i stawia wymagania. Na VII konferencji Uniwersytetu Wirtualnego (20-23.6.2007, UW – „model, narzędzia, praktyka”) przedstawiono różne doświadczenia z najważniejszych ośrodków elearningu w Polsce. Mówiono m.in. o efektywności e-nauczania, o potrzebie określenia standardów i kryteriów oceny jakości kursów elearningowych, o konieczności tworzenia katedr i rozwoju teorii e-nauczania jako zespołu nauk interdyscyplinarnych. Przedstawiono też perspektywy: m.in. przyszłość internetowych studiów informatycznych i koncepcję wirtualnej przestrzeni kształcenia, łączącej sieć jednostek uniwersyteckich prowadzących kursy przez Internet, który stanie się – już jest – nie siecią komputerów, ale siecią ludzi, informacji i wiedzy.
Nauczanie, zwłaszcza ludzi młodych o kształtującym się charakterze, to nie tylko przekazywanie wiedzy, ale także wychowywanie. Czy e-nauczanie można połączyć z e-wychowaniem? Na wspomnianej konferencji VU’07 prof. Ryszard Tadeusiewicz z AGH przedstawił swoje wątpliwości. Dzisiejsze e-nauczanie zaniedbuje e-wychowanie. Szerzej: w ślad za rozwojem technologii internetowych nie idzie wzrost jakości mentalnej ludzi z tych technologii korzystających. Przeciwnie, brak nadzoru dorosłych przy nawigacji w Internecie, a także możliwość ukrycia się za pseudonimem, powodują, że w Sieci nazbyt często króluje chamstwo i obrażanie ludzi, znacznie częstsze niż przy spotkaniach twarzą w twarz, kradzież dóbr intelektualnych, które w przeciwieństwie do kradzieży dób materialnych traktuje się jak normalnie korzystanie z Sieci itp. Aktualne metody wychowawcze nie funkcjonują w Internecie i dotyczy to także elearningu. Stosowanie e-nauczania hybrydowego (tzw. blended learning) niewiele da: proporcja między bezpośrednim kontaktem studenta z nauczycielem, a samokształceniem będzie zawsze na korzyść tego drugiego i będzie się zwiększać, choćby ze względów ekonomicznych. Tym samym w trakcie rozwoju e-nauczania tradycyjne metody formowania wartości wypracowywane dotychczas w kontakcie nauczyciela i ucznia będą traciły na znaczeniu.
Prof. Tadeusiewicz widzi dwa podstawowe problemy, a zarazem wskazuje dwa kierunki powiązania procesu e-nauczania, zwłaszcza IT, z e-wychowywaniem. Proces wychowania zakłada implicite istnienie autorytetu. Autorytet wśród fanów technologii informatycznej mają ci, którzy potrafią perfekcyjnie tą technologią się posługiwać. Niestety, nauczyciele rzadko spełniają ten warunek. Trzeba zatem zadbać o odpowiednio wysoki poziom merytoryczny nauczycieli uczących informatyki i techniki. I to jest pierwszy ważny wniosek, chociaż trudny do realizacji. Sprawa druga: młodym ludziom korzystającym z Internetu trzeba uświadomić, że Internet, zwłaszcza traktowany jako środek komunikacji, to nie jest sieć bezdusznych maszyn, ale faktycznie sieć ludzi, których – przypadkowo lub rozmyślnie - można zranić, znieważyć, okraść z dóbr intelektualnych etc.
Znamienne: w trakcie konferencji (4 dni wypełnione wykładami i ćwiczeniami od rana do wieczora) przewidziano i przeprowadzono tylko jedną dyskusję panelową, w której wzięli udział profesorowie z polskich uczelni mających największy dorobek w zdalnym nauczaniu. Tematem był problem połączenia e-wychowania z e-nauczaniem właśnie, poruszony przez prof. Tadeusiewicza, najwyraźniej uznany przez organizatorów dziś za najważniejszy. To optymistyczne: w Polsce minął już okres naiwnej fascynacji technologią elearningową i zaczynamy myśleć o kompleksowym podejściu do kształtowania mentalności młodych ludzi korzystających z elearningu. Polski elearning dojrzewa.
Marek Kotowski















